wtorek, 29 listopada 2011

Choroba okazuje się być błogosławieństwem

Choroba okazuje się być błogosławieństwem (w pewnych momentach życia :). 

To już koniec drugiego miesiąca jak zamieszkaliśmy w naszym nowym-starym domu, a dopiero musiało rozłożyć jedno z nas, żeby zreailzować nasze postanowienie o blogowym dzienniku naszych poczynań.
W szybkim więc skrócie postaram się zrelacjonować cóż działo się przez ten czas, kiedy czas nas gonił jak szalony a wizja nadejścia zimy, która miała nadejść w każdym momencie lekko nas przerażała. Nie żebyśmy byli z Nia pokłóceni, ale Nasz dom (my również) nie był gotowy na jej nadejście. A tu takie szczęście - słońce nie opuszcza nas po dzień dzisiejszy. To się nazwywa szczęście :))
Będzie trochę chaotycznie no ale lepsze to niż nic ...




  Ten widok to coś co w części pokazuje co oczy nasze ujrzały poraz pierwszy.
Nasza zabudowa siedliskowa - końcówka września 2011



A to widok od t.zw. dziedzica - cokolwiek to znaczy ;) W połowie głównego budynku mamy stodołę, że hoho. W drugiej domek w który się zamelinowaliśmy. Do domu mamy przyklejone pomieszczenia gospodarcze - czytaj chlew, a raczej pozostałości po nim. Zwierzątek ani zapachu łajna nie uraczysz dzisiaj. Może kiedyś ...











A to najbardziej atrkacyjna strona domu ; )



Pierwsze prace zaczeliśmy od adaptacji pokoju, na łazienkę, ta istniejąca  - usadowiona na części gospodarczej -  nie nadawała się do nieczego. Od pewnego więc czasu, jakby to powiedzieć zażywamy kąpieli na Bali :)
Stara drewniana podłoga niestety poszła w eter, zarówno ta z łazienki jak i planowanej sypialni z nią sąsiadującej:(. Hans targał ją z pasją:)


Pierwotnie chcielismy sie podpiąć do do starych żeliwnych rur kanalizacyjnych. Niestety okazało się, że  nasza pierwsza, nieplanowana czynność jaką będziemy musieli wykonać to podpięcie się do największego szamba jakie w życiu widziałam od nowa. Tak też zamieszczam relację z tego spontanicznego wydarzenia:). Z pomocą przybył Ludwik ze swym super rozdrabniaczem :)




Zdjęcia spod ziemi zrobione podczas instalacji rur kanalizacyjnych do naszej upragnionej łazienki :)
Kolejnym waznym wydarzeniem w naszym wiejskim sielskim życiu ;) było przybycie nowego mieszkańca. Flecha czytaj  Fleja.  Miała łapać myszy, niestety na dzień dzisiejszy w swej kociej schizie ździera sobie opuszki do krwi :/ ganiając z prędkością światła po całym domu. Z Dzamalkiem już sie pokochali, ale na początku było ostro. 

Będę powoli zbliżać sie do finiszu. Poniżej wrzucam fotki, które mówią same przez się. Są skrótem naszych poczynań po dzień dzisiejszy. Obiecuję sobie, że od teraz juz na bierząco będę robic wpisy. Za dużo mnie kosztują takie zaległości ;) Choroba daje mi się we znaki i na dzisiaj to tyle. 
Heniek rozbraja fundamenty z roku xxxx :)




Najbardziej zarobiony pies na wsi


Świeżo po wylewce w łazienkce (i w sypialni również)



Wreszcie mamy swój upragiony kominek. Niestety a może stety będzie sobie stał narazie w łazience :)


Fleja zrobiła odbiór kominka:))









love, love, love...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz