Choroba okazuje się być błogosławieństwem (w pewnych momentach życia :).
To już koniec drugiego miesiąca jak zamieszkaliśmy w naszym nowym-starym domu, a dopiero musiało rozłożyć jedno z nas, żeby zreailzować nasze postanowienie o blogowym dzienniku naszych poczynań.
W szybkim więc skrócie postaram się zrelacjonować cóż działo się przez ten czas, kiedy czas nas gonił jak szalony a wizja nadejścia zimy, która miała nadejść w każdym momencie lekko nas przerażała. Nie żebyśmy byli z Nia pokłóceni, ale Nasz dom (my również) nie był gotowy na jej nadejście. A tu takie szczęście - słońce nie opuszcza nas po dzień dzisiejszy. To się nazwywa szczęście :))
Będzie trochę chaotycznie no ale lepsze to niż nic ...